Dość często na swoich zajęciach (jeśli temat jest w syllabusie)przedstawiam metodę pozytywnej autoprezentacji. Mówię właśnie o porannej reakcji na swój widok w lustrze. Nie rozciąganie zmęczonej twarzy i zaglądanie w zamglone oczy z myślą boziu znów do roboty i znów wyglądam blee. Psychologia lustra każe (dosłownie) spojrzeć na siebie inaczej. Widzę swe oblicze i krzycze (rym częstochowski) ależ jestem piękna/ny. Ten dzień jest mój i każdy następny. Pozdrawiam Indianę Jonesa. Czy są inne metody radzenia sobie z dniem porannym koszmarem niemożności patrzenia na siebie i świat?