Wpisy z tagiem: spieprzaj dziadu

czwartek, 04 lutego 2010

Scena III perspektywy, zagrożenia

Stosunek władzy do ludu i ludu do władzy można zmierzyć w bardzo prosty sposób, posługując się najczęściej sondażami (choć w te osobiście nie wierze). Statystyka jest tak zgubną nauką, że może okazać się, iż zupełnie co innego się zdarza niż nam wyszło z badań, nawet biorąc pod uwagę błąd statystyczny. Przykładem może być Pani wychodząca z psem na spacer. Statystycznie ile pani ma nóg? Drugim sposobem są wspominane już wybory. Dla polityków jedyne zagrożenie. „Oczywiście, politycy mają uzasadnione powody, aby zabiegać o poparcie opinii publicznej. Bo właśnie opinia publiczna jest realną siłą polityczną, która w trakcie wyborów przekształca się w elektorat decydujący o zdobyciu lub utracie władzy w państwie”[i]. Ale w jaki sposób to się odbywa każdy z nas wie i niejednokrotnie wypowiada: … co innego się mówi by zdobyć elektorat a co innego po tym jak już nam się udało dostać do władzy…. W ten sposób mamy prostą zależność na zasadzie „jak Kuba bogu tak bóg kubańczykom” parafrazując klasyka. W perspektywie każdych wyborów mamy jednak przynajmniej cztery lata rządów wybrańców, ich stosunek do „ludu pracującego miast i wsi” może mieć bardzo duży wpływ nie tylko na nastroje w stosunku do nich samych ale w ogóle do kraju, w którym się żyje. 

           Strajki białego personelu i lekarzy, nauczycieli i policjantów. To wszystko wpływa na kondycję państwa i stosunek jego mieszkańców do całokształtu funkcjonowania państwa. Ma to także wpływ na falę emigracji, rynek pracy z rozszerzającą się szarą strefą patologie społęczne. Ogłaszane jakiś czas temu zmniejszenie się bezrobocia (jeszcze przed światowym kryzysem więc dość dawno). Rozpatrywany był jedynie jednostronnie gdyż zmniejszało się i owszem, ale tylko dzięki, wzrostowi tendencji emigracyjnych a nie lepszej polityce gospodarczej państwa, które nie tworzyło więcej miejsc pracy i możliwości zatrudnienia. Nie można zatem traktować tego jako konsekwencja rozwoju gospodarczego a jedynie jako zwykłą ucieczkę za granicę części bezrobotnych. Sytuacja dzisiejsza nie napawa optymizmem mimo zapewnień, że jesteśmy jedyną gospodarką, która w okresie kryzysu miała dodatni przyrost PKB.  Pracy jest wciąż mało, schemat aplikacji zdegenerowany, szkoda nawet wspominać o zarobkach. Nic więc dziwnego, ze obecnie kwitnie nie tyle emigracja sensu stricte, tylko powróciliśmy do sposobu radzenia sobie z brakiem pieniędzy poprzez wyjazdy kilkumiesięczne na tzw. saksy,  bardzo popularne w latach 80-tych. W wielu państwach europejskich praca dorywcza przez okres 3 miesięcy (wystarczy), pozwala zarobić tyle ile w ciągu roku w Polsce. Dejavu dosłownie jak z lat osiemdziesiątych. Obecnie widać także wzrost tendencji w ogólnym zarysie emigracyjnym. O  ile bowiem w pierwszym etapie tzw. boomu emigracyjnego wyjeżdżali przeważnie ludzie bezrobotni, z niskim wykształceniem i perspektywami zawodowymi  z miejscowości o wysokim bezrobociu o tyle obecnie coraz więcej ludzi młodych, którzy jeszcze nie zaczęli pracy zawodowej a już szukają jej za granicą. Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że wcale nie dziwi wypowiedź prezydenta Kaczyńskiego, który serdecznie i otwartymi ramionami wita i chętnie przyjmie naszą starą emigracje i wysiedlonych ze wschodu.  Tylko kto będzie pracować skoro tam większość emerytów. Tak więc jak widać nastroje społeczne w stosunku do polityków mogą objawiać się w różny sposób. Kultura prowadzenia polityki jej efektywność to główne czynniki mające wpływ na ocenę działań polityków i stosunek do państw. Można oczywiście wymienić ich jeszcze sporo ale nie będzie to zrobione tu.

       Scena IV i ostatnia - czyli spieprzaj dziadu

I jeszcze mała dygresja końcowa. Politykiem każdy może być i basta – tę teorię zna każdy i każdy może ją skwapliwie wykorzystać. Przykładem może być wygląd parlamentu z lat 2005/2008 kiedy kolorystyki nadawał bardzo oryginalny i egzotyczny sojusz Samoobrony i Pis (szczególnie członkowie jednej i drugiej opcji). W scenie ostatniej odniosę się raz jeszcze do ordynacji wyborczej i świadomości wyborczej. Obecna ordynacja nastawiona jest na wybór dużych partii a jednostki w nich niestety nie bardzo się liczą trudno jest więc o weryfikację pojedynczego polityka. Stąd też niejednokrotny wybór prawdziwych leserów i kombinatorów, którzy potrafią się dobrze ustawić w określonej partii. Nie ma na to zbyt dużego wpływu, bo to partie same ustalają sposób wyborów taki jaki im akurat pasuje (patrz: AWS-UW przed wyborami w 2001 roku udało się przegłosować zmianę ordynacji wyborczej. Jak się później okazało, było to posunięcie skuteczne – zamiast ponad 240 mandatów (w przypadku zastosowania metody d'Hondta) sojusz wyborczy SLD-UP przy 41,04% głosów otrzymał 216 mandatów). Suma summarum  nawet cham i ordynus, osoba mająca za nic innego człowieka, prawdziwy leser oszust i kłamca ma szanse wyborcze jeśli tylko dobrze się zakręci na liście wyborczej (to jest dopiero targ). Może robić co chce a i tak jeśli jego partia ma poparcie to dostanie to czego chciał. Czy zatem istnieje możliwość falsyfikacji polityka? Pewnie tak ale jest to dość trudne i może zostać zrobione tylko z pozycji partii a nie zwykłego śmiertelnika.

       "Epitafium"

Mimo wszystko, jestem zwolennikiem uczestnictwa w wyborach, jakichkolwiek bo tylko w grupie drzemie siła możliwości. Jak mówi „staropolskie” przysłowie „nec herkules contra plures” czyli i Hercules dupa kiedy ludzi kupa.

[i] Andrzej Kojder [w:] Droga do Unii Europejskiej w świetle badań sondażowych, Warszawa 2002, Biuro Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu, s. 97-109). 
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
art.cube-studio

Wypromuj również swoją stronę