Obserwując od kilku miesięcy scenę polityczną Polski, a szczególnie prawą strone sceny. Widzę ze smutkiem, że w wielu przypadkach nie jesteśmy w stanie w odpowiednim momencie reagować na, jak ja to nazywam, polipsychozę, czyli chorobę na politykę i władzę. Niektórzy nazywają to schizofrenią polityczną. Objawy takiej choroby widać, wśród kilku polityków, którzy nie potrafią racjonalnie patrzec na rzeczywistosć społeczno - polityczną a wszystkie sprzeczne z ich wyobrażeniami i widzeniem świata opinię traktują jako atak. Czyż to nie choroba?